piątek, 21 sierpnia 2020
niedziela, 19 lipca 2020
"Pisanie przyszło jako drugie" - rozmowa z dziennikarzem muzycznym Sławkiem Orwatem
Zapraszamy do wysłuchania wywiadu z redaktorem Sławkiem Orwatem, dziennikarzem muzycznym i twórcą Listy Polisz Czart Polska Audycja.
Rozmowa ta odbyła się dokładnie rok temu, kiedy Sławek świętował 10-lecie swojej pracy dziennikarskiej. Opowiedział nam wtedy nie tylko o początkach swojej działalności, ale również o tym, dlaczego zdecydował się bez reszty poświęcić muzyce.
Galeria (archiwum Sławka Orwata)
MuzykTomaniA i Sławek Orwat 2019
(c) Tomasz i Anna Piątkowscy
piątek, 3 lipca 2020
sobota, 6 czerwca 2020
"Chcemy żeby było energetycznie" - rozmowa z basistą zespołu Dialekt Mateuszem Augustyniakiem
Dialekt jest polsko-brytyjskim zespołem rockowym, ktory powstał w 2013 roku w hrabstwie Bedfordshire. Z Mateuszem, spotkaliśmy sie w jednym z pubów w godzinach wieczornych, tuż przed tak zwanym "lockdownem". Jest to kolejny band, który rozwija się w szybkim tempie i gra z powodzeniem na scenach Wielkiej Brytanii. Zapraszamy do wysłuchania rozmowy oraz zapoznania się z muzyką, jaką tworzy ten obiecujący zespół.
Skład:
Matt Haynes - wokal
Mariano - gitara
Mat Augustyniak - gitara basowa
Jamie Beaumont - perkusja
![]() |
| fot. Marek Jamroz |
fot. Anna Piątkowska
(c) Tomasz i Anna Piątkowscy
piątek, 29 maja 2020
Malchus - Dziedzictwo ( 2019)
Projekt graficzny płyty: Przemysław Bogdan
1. Przypadek 02. Dolina3. Przedstrach4. Rozpoznanie5. Dziedzictwo wojny6. Ciało i krew7. Dziedzictwo krwi8. 19. Nadzieja nie umiera10. Niewinny11. Dziedzictwo zwycięstwa.
Skład:
Radosław Sołek gitara, głos, klawisze
Bartosz Tulik gitara basowa
Tomasz"Papirus" Pyzia perkusjaRafał Ligęzka gitara
Powiadają, że w czasie deszczu dzieci się nudzą. Powiedzenie to według mnie jest mocno zdezaktualizowane w dobie YouTuba, Netflixa i szerokopasmowego internetu. Pozwolę sobie jednak na mały fikołek myślowy i przyznam, że w czasie pandemii muzycy się nudzą. Gitary i mikrofony wiszą na kołku, kluby i studia nagraniowe świecą pustkami, licząc straty, a masowe odwoływanie festiwali nie wpływa za dobrze na samopoczucie fanów i organizatorów. Możliwe, że taka przymusowa przerwa spowoduje olbrzymi wybuch kreatywności i napływ masy nowej dobrej muzy, kiedy wyposzczone szarpidruty będą w końcu mogli się spotkać i zacząć tworzyć ponownie, na razie jednak pozostają nam koncerty streamowane na YouTubie i eksploracja serwisów streamingowych, aby jakoś zabić czas podczas kwarantanny.
W taki właśnie sposób w moje ucho wpadła nowa płyta podkarpackiej grupy metalowej Malchus podrzucona mi przez redaktora Tomka Piątkowskiego. Krążek zatytułowany "Dziedzictwo" jest moją pierwszą stycznością z tym zespołem i podszedłem do niego z lekką rezerwą. Rezerwa owa wynikała z dwóch powodów. Po pierwsze nie przepadam za polskim wokalem w metalu, możliwe, że teraz bardzo się narażam takim stwierdzeniem, ale cóż, polski język jest mocno trzeszczący i szeleszczący i mimo że zasadniczo metalowa muzyka polega na trzeszczeniu i szeleszczeniu, wolę, kiedy rolę tę spełniają mocarne gitary i łupana perkusja. Po drugie Malchus obraca się w dość wąskim nurcie chrześcijańskiego metalu, oczywiście nie jest to jakaś nowość, bo podobne pastisze już się zdarzały (Resurrection Band, Jerusalem, czy choćby nu metalowe P.O.D), jednak na oceanie metalu, żagle chrześcijańskich kapel rzadko daje się dostrzec, a tematyka sprzyja wpadaniu w patos.
Okazało się jednak, że moje obawy były zgoła bezpodstawne, a płyta "Dziedzictwo" jest jedną z lepszych rzeczy, jakich dane mi było ostatnio posłuchać i to nie tylko w polskim metalu, a w ogóle. Już pierwszy numer wywala drzwi z buta i poprawia z łokcia, a potem jest tylko lepiej. Ciężko mi jednoznacznie sklasyfikować muzykę Malchusa. Wybuchowy koktajl mieszający chyba wszystkie znane gatunki metalu upchnięty w skondensowanej formie jedenastu kawałków przyjmuje się bez popity i prosi o więcej. Malchus pokazuje, że doskonale czuje się w każdej formie, thrashowe a czasem nawet blackowe riffy przeplatane są melodyjnymi wstawkami czerpiącymi z power czy folk metalu. Wokal Radosława Sołka jest mocny, ryczący, growlujący i dokładnie taki jak powinien być. Mam jednak wrażenie, że mógłby być on nieco mocniej wyeksponowany, gdyż czasem lekko chowa się za ścianami gitar i basu. Wspomniane chrześcijańskie zacięcie jest tutaj tylko bardzo lekko wyczuwalne, a teksty skupiające się na walce, wolności i nadziei nie są wcale pompatyczne, tak więc metalowi puryści wcinający koty na grobach swych wrogów mogą śmiało wrzucać Malchusa na swój talerz.
Pochwały należą się również za bogactwo aranżacyjne. Oprócz metalowego standardu gitara, bas plus perkusja usłyszymy mocno niestandardowe dla gatunku instrumenty jak akordeon, klawisze, cymbałki, smyczki, fletnie, a nawet... tak, tak trąbkę. Nie stanowią one tutaj jednak głównego dania, a doskonałe dopełnienie do warczących gitar i galopującej perkusji.
Bez wątpienia Malchus jest bardzo ciekawym zjawiskiem na polskiej metalowej scenie. Chłopaki nie starają się odkryć koła po raz kolejny, a tylko czerpią pełnymi garściami z gatunku, zestawiając razem motywy, które rzadko kiedy mają jakiekolwiek punkty styczne. Tutaj jednak działa to bardzo dobrze i mimo że można powiedzieć, że to wszystko już było, to nie przychodzi mi do głowy żadna inna grupa, którą można by określić mianem thrash-folk-melodic-black-christian metalowej. Koniec końców jest to naprawdę świetny album, który z czystym sumieniem polecam każdemu. Tymczasem lecę odkrywać poprzednie dokonania Malchusa, bo nie wspomniałem jeszcze, że płyta "Dziedzictwo" jest już czwartym albumem w portfolio tej podkarpackiej formacji, powinno spokojnie wystarczyć na jeszcze kilka dni dogorywającej powoli kwarantanny :)
Mateusz Augustyniak
Gitarzysta basowy w zespole Dialekt. Współpracował ze Sławkiem Orwatem i portalem Muzyczna Podróż. Prowadził audycje w Radiu Bedford. Redaktor i założyciel portalu “Polski Wzrok”.
"...w obecnym świecie trzeba śmiać się z otaczającej nas pokracznej rzeczywistości, gdyż inaczej trzeba by się jej bać..." - Mateusz Augustyniak
niedziela, 3 maja 2020
"Gramy rock'n'rolla" - rozmowa z zespołem Lesporium z Bedford
Końcem marca 2020 roku, tuż przed historycznym "lockdown'em" wybraliśmy się do miasteczka Bedford, gdzie spotkaliśmy się z polsko-brytyjską grupą Lesporium. Zespół powstał w 2018 roku i wydał jak do tej pory EPkę, która zawiera trzy bardzo dobre i mocno rockendrollowe kawałki, które wyróżnia nie tylko charakterystyczne brzmienie gitary, ale przede wszystkim oryginalny wokal Tony'ego. Chłopaki wystepują co prawada na scenach Bedfordshire od niedawna, ale już zdążyli dać kilka bardzo dobrych koncertów oraz zwyciężyć w 77 notowaniu Listy Polisz Czart Sławka Orwata w Radiu Wnet!
![]() |
| Lesporium/ fot. Ela Walenda-Kozimińska |

Skład:
Leszek - gitara
Tony - wokal
Paweł - bass
Bolek- perkusja
fot. Ela Walenda-Kozimińska
![]() |
| Leszek i Tony/fot. Anna Piątkowska |
![]() |
| fot. Anna Piątkowska |
(c)Anna i Tomasz Piątkowscy
sobota, 18 kwietnia 2020
.Comin - Człowiek (2020)
1. Kamień
2. W Mordę
3. Po Grób
4. Horror
5. Człowiek
6. Kłamca
7. Zmiany
Grzegorz Stawicki – wokal
Przemysław Niewiedział – gitara
Piotr Pawlak – gitara
Tomasz Pawlak – bas
Tomasz “Puhy” Kulpa – perkusja
Projekt okładki: Waldemar Bolesta
Dolnośląska formacja .Comin, która wydała ostatnio płytę zatytułowaną „Człowiek”, określiła siebie kiedyś jako zespół grający młodzieżowy metal. Po przesłuchaniu ich najnowszego krążka uznaliśmy jednak to stwierdzenie za mocno nieaktualne. Bardziej odpowiednie wydaje się określenie metal alternatywny. Młodzieżowo to było na debiucie, tu jest dojrzalej i mniej hałaśliwie. Zauważalne jest większe doprecyzowanie i konsekwencja, którą widać choćby w tym, że grupa nadal pisze teksty po polsku. „Człowiek” to na pewno nie liryka z gatunku tych pełnych metafor, alegorii i wyszukanych epitetów – to męskie granie, a więc mamy tu do czynienia z prostym przekazem, co słychać w kawałku „W mordę”. Od razu prostujemy, że proste nie oznacza prostackie. Teksty opowiadają o tym, co bliskie każdemu, nie tylko ".cominowemu" człowiekowi, a więc strach, lęk i ból, ale z drugiej strony walka i nadzieja.
2. W Mordę
3. Po Grób
4. Horror
5. Człowiek
6. Kłamca
7. Zmiany
Skład:
Grzegorz Stawicki – wokal
Przemysław Niewiedział – gitara
Piotr Pawlak – gitara
Tomasz Pawlak – bas
Tomasz “Puhy” Kulpa – perkusja
Projekt okładki: Waldemar Bolesta
Dolnośląska formacja .Comin, która wydała ostatnio płytę zatytułowaną „Człowiek”, określiła siebie kiedyś jako zespół grający młodzieżowy metal. Po przesłuchaniu ich najnowszego krążka uznaliśmy jednak to stwierdzenie za mocno nieaktualne. Bardziej odpowiednie wydaje się określenie metal alternatywny. Młodzieżowo to było na debiucie, tu jest dojrzalej i mniej hałaśliwie. Zauważalne jest większe doprecyzowanie i konsekwencja, którą widać choćby w tym, że grupa nadal pisze teksty po polsku. „Człowiek” to na pewno nie liryka z gatunku tych pełnych metafor, alegorii i wyszukanych epitetów – to męskie granie, a więc mamy tu do czynienia z prostym przekazem, co słychać w kawałku „W mordę”. Od razu prostujemy, że proste nie oznacza prostackie. Teksty opowiadają o tym, co bliskie każdemu, nie tylko ".cominowemu" człowiekowi, a więc strach, lęk i ból, ale z drugiej strony walka i nadzieja.
![]() |
| fot. Bogdan Lemański |
Instrumenty oraz wokal bardzo dobrze ze sobą współgrają. Na krążku nie brak też dobrego gitarowego grania, w tym solówek, jak w kawałku „Kamień”. Grupa nadal świetnie, a może nawet i lepiej niż na poprzedniej płycie, operuje zmianą tempa. Wszystkie utwory to mocne metalowe uderzenie. Dość trudno nam było wyróżnić ulubiony utwór, bo wszystkie są według nas na bardzo dobrym poziomie, choć może brakować pewnego wytchnienia, trochę spokojniejszego kawałka, który na moment pozwoliłby złapać oddech i ogarnąć natłok dźwięków wydobywających się z płyty.
„Człowiek” w wersji .Comina to na pewno duża dawka energii podobnej do tej, jaką ma amerykański Godsmack i należy to rozumieć jako duży komplement oraz największy atut płyty, oraz powód, dla którego będziemy chętnie wracać do tego krążka.
Na koniec kilka słów o grafice. Front okładki albumu przedstawia postać człowieka pomiędzy dwiema ogromnymi, przytłaczającymi go ścianami lub blokami skalnymi. Kiedy przyjrzymy się bliżej widać, że jego sylwetka jest odwrócona tyłem do obserwatora oraz do tego, co znajduje się za nim, a więc mroku i zimna. Wychodzi on w stronę światła do lepszego, wolnego świata. Ilustracja bardzo pasuje nam do tekstu kawałka „Zmiany”, który zamyka płytę: „Masz zawsze czas by z kolan wstać. By zamknąć drzwi do tamtych lat”. Enigmatyczne liczby: „23 45 32 11 33” wpisane pod nazwą zespołu na pewno wprowadzają pewien niepokój i dużą pokusę zadania pytania o znaczenie. Być może jest to zabieg celowy, bo człowiek to przecież istota wciąż nieodkryta i pełna tajemnic. Tył okładki to arcyciekawy zabieg graficzny. Widzimy tu bowiem twarz mężczyzny złożoną z fotografii członków zespołu. Brawa za pomysł, który naszym zdaniem świetnie dopełnia to bardzo dobre dzieło wałbrzyskiej formacji.
Na koniec kilka słów o grafice. Front okładki albumu przedstawia postać człowieka pomiędzy dwiema ogromnymi, przytłaczającymi go ścianami lub blokami skalnymi. Kiedy przyjrzymy się bliżej widać, że jego sylwetka jest odwrócona tyłem do obserwatora oraz do tego, co znajduje się za nim, a więc mroku i zimna. Wychodzi on w stronę światła do lepszego, wolnego świata. Ilustracja bardzo pasuje nam do tekstu kawałka „Zmiany”, który zamyka płytę: „Masz zawsze czas by z kolan wstać. By zamknąć drzwi do tamtych lat”. Enigmatyczne liczby: „23 45 32 11 33” wpisane pod nazwą zespołu na pewno wprowadzają pewien niepokój i dużą pokusę zadania pytania o znaczenie. Być może jest to zabieg celowy, bo człowiek to przecież istota wciąż nieodkryta i pełna tajemnic. Tył okładki to arcyciekawy zabieg graficzny. Widzimy tu bowiem twarz mężczyzny złożoną z fotografii członków zespołu. Brawa za pomysł, który naszym zdaniem świetnie dopełnia to bardzo dobre dzieło wałbrzyskiej formacji.
(c) Anna i Tomasz Piątkowscy
poniedziałek, 13 kwietnia 2020
Monika Lidke "Mamy możliwość tworzenia energii, która wpływa na innych" (WYWIAD)
Monika Lidke to artystka, o której muzycy i sympatycy wyrażają się w samych ciepłych słowach. Swoim delikatnym głosem, pięknymi tekstami i pełną uczuć muzyką w sobie tylko właściwy sposób potrafi docierać do najbardziej pozytywnych emocji schowanych we wnętrzu każdego z nas. Przekonał się o tym każdy, kto choć raz miał okazję posłuchać jej piosenek. Afirmacja życia oraz kontemplacja zjawisk przyrody wyrażona za pomocą słów i dźwięków doskonale oddaje osobowość tej wspaniałej artystki, z którą mieliśmy ogromną przyjemność rozmowy kilka tygodni temu.
LINK DO WYWIADU Z MONIKĄ LIDKE
Monika Lidke zaczęła swoją przygodę z muzyką we Francji, dokąd wyjechała na studia językowe w 1992 roku. Nad Sekwaną spędziła dwanaście lat. Tu założyła z kilkoma znajomymi zespół o nazwie NO WAY, a potem rozpoczęła swoją przygodę z jazzem. W 2005 roku zdecydowała się jednak na przeprowadzkę do stolicy Wielkiej Brytanii, gdzie, jak podkreśliła w wywiadzie dla Sławka Orwata w pełni „dojrzała do realizowania swoich projektów muzycznych i osiągnęła spełnienie”.
W 2008 roku wydała swoją debiutancką płytę zatytułowaną „Waking up to beauty”, którą dostrzegł i docenił sam Marek Niedźwiedzki, określając ją: „piękna, delikatna, uzależniająca”.
Druga płyta Moniki - „If I was to describe you”, to jej dalsze sukcesy. Krążek bowiem został wydany nie tylko w Wielkiej Brytanii, ale także w Polsce przez Agencję Muzyczną Polskiego Radia i zawiera utwory nagrane przy współudziale takich gwiazd jazzu jak Basia Trzetrzelewska ("Tum tum song") czy Janek Gwizdała ("They say").
Trzeci album „Gdyby każdy z nas...” rozpoczynający się przepiekną piosenką o takim samym tytule, którą Monika zaśpiewała w duecie z Dorotą Miśkiewicz została nagrana w całości w języku polskimi. Tym razem artystka postanowiła napisać muzykę do słów polskiego poety Andrzeja Ballo. Płyta, podobnie jak dwie poprzednie, zebrała znakomite recenzje, a Basia Trzetrzelewska we wstępie do krążka napisała: „To wyrafinowane i eleganckie kompozycje, idealnie oddające poezje pięknych słów”
Monika zdradziła nam podczas wywiadu, że obecnie pracuje nad swoim najnowszym albumem, którego premiera zaplanowana jest na październik 2020 roku. Na tydzień przed wywiadem MuzykTomaniA miała wielką przyjemność uczestniczenia w koncercie Moniki, który odbył się w Jazz Cafe POSK, na którym zaprezentowała niektóre ze swoich najnowszych kompozycji.
(c) Anna i Tomasz Piątkowscy
sobota, 28 marca 2020
Grupa IV Piętro Wieczór Twórczości Wszelakiej - relacja audio
W lutym 2020 roku mieliśmy przyjemność wzięcia udziału w spotkaniu Grupy IV Piętro w ramach ich corocznego cyklu Wieczór Twórczości Wszelakiej.
Grupa IV Piętro od lat gromadzi artystów z takich dziedziń sztuki jak muzyka, malarstwo czy poezja, którzy spotykają w londyńskim POSKu na czwartym piętrze w The Polish Centre Club. Była to doskonała okazja do przeprowadzenia kilku rozmów z atystami występującymi na scenie podczas tej imprezy. Fragmenty tych rozmów mogliście usłyszeć kilka tygodni wcześniej na antenie Radio Wnet. Poniżej przedstawiamy całość tego materiału.
Głównym organizatorem obecnych spotkań artystycznych Grupy IV Piętro jest pisarz, poeta i muzyk Artur Wielgus, z którym zamieniłem kilka słów na tarasie budynku POSK w Londynie. Artur nie tylko odpowiedział na pytania o genezę spotkań Grupy, ale także wspomniał o swojej najnowszej powieści, nad którą pracuje.
Rozmowa z Arturem Wielgusem
Ryszard Smołowik opowiedział nam o debiutanckiej płycie swojego polsko-brytyjskiego bandu ROSEWICKE. Ryszard interesuje się muzyką bluesową oraz country - blues, jest wielkim fanem polskiej muzyki rockowej i takich zespołów i artystów jak Czerwone Gitary, Breakout, Czesław Niemen, TSA, PERFECT. Z nami podzielił się historią tego, jak on i jego rodzina znaleźli się w Londynie.
Rozmowa z Ryszardem Smołowikiem
![]() |
fot. Anna Piątkowska
|
Wśród "przepytywanych" nie mogło oczywiście zabraknąć drugiego obok Artura Wielgusa ważnego współtwórcy i kontynuatora wieczorów - Alexa Sławińskiego. Alex jest znany szerszej publiczności przede wszystkim jako dziennikarz i korespondent Radia Wnet, ale jest on także poetą oraz malarzem.
Tuż przed samą rozmową słychać przepiękną kompozycję grupy ROSEWICKE.
![]() |
| Rosewicke/fot.Alina Tabisz |
Na scenie zgrały takie grupy jak JEJ oraz ICE, których fragmenty występów udało się nam nagrać. Zarówno klimat spotkania jak i atmosfera sprzyjały rozmowom i biesiadom, a przede wszystkim obcowaniu z muzyką!
niedziela, 15 marca 2020
Szklane Oczy "Rzeczywistość" 2020 - recenzja
Ania Grąbczewska - śpiew, gitara elktryczna
Agnieszka Noga - bas,śpiew
Aleksandra Noga - perkusja
Szklane Oczy to żeńskie trio z Chorzowa, a jego skład to: Anna Grąbczewska, Agnieszka Noga oraz Aleksandra Noga. Dziewczyny grają wspólnie już od prawie czerech lat, mają na swoim koncie ponad siedemdziesiąt koncertów, a ponad to kilka wyróżnień i nagród. Do ich niewątpliwych sukcesów należy zaliczyć wytęp w Studiu im. Agnieszki Osieckiej w Programie Trzecim Polskiego Radia.
Agnieszka Noga - bas,śpiew
Aleksandra Noga - perkusja
Szklane Oczy to żeńskie trio z Chorzowa, a jego skład to: Anna Grąbczewska, Agnieszka Noga oraz Aleksandra Noga. Dziewczyny grają wspólnie już od prawie czerech lat, mają na swoim koncie ponad siedemdziesiąt koncertów, a ponad to kilka wyróżnień i nagród. Do ich niewątpliwych sukcesów należy zaliczyć wytęp w Studiu im. Agnieszki Osieckiej w Programie Trzecim Polskiego Radia.
W styczniu bieżącego roku dziewczyny wydały swój debiutancki album zatytułowany „Rzeczywistość”, który zawiera jedenaście utworów utrzymanych w gatunku nowej fali z domieszką punka i rocka psychodelicznego.
Pierwsze skojarzenie po zerknięciu na okładkę płyty jakie nam się nasunęło to „Akademia Pana Kleksa”, choć samym dziewczynom zapewne znacznie bliżej do Harrego Pottera. Front okładki przedstawia trzy młode dziewczyny lecące ponad blokowiskiem z wielkiej płyty. Pomysł według nas bardzo trafiony, bo grafika świetnie uzupełnia zawartość muzyczną krążka. Dodatkowym atutem jest to, że w dołączonej do płyty książeczce odnajdziemy wszystkie teksty utworów, co w dzisiejszych czasach jest coraz mniej stosowane. Muzykę Szklanych Oczu wyróżnia specyficzne, bardzo nieschematyczne brzmienie, któremu charakter nadaje gitara oraz dziewczęcy wokal Ani Grąbczewskiej. Teksty, których w większości autorką jest ona sama, są odzwierciedleniem sposobu percepcji świata przez osobę, która przeżywa rzeczywistość przede wszystkim za pomocą emocji, a więc często po omacku i z przesadną reakcją. Ze względu na charakterystyczną manierę głosu wokalistki można odnieść wrażenie jakby płyta była fragmentem pamiętnika z wieku dojrzewania. Pełno tu buntu i poszukiwania siebie. Warto jednak przy tym dodać, że dziewczynom udało się zaprawić to wszystko sporą dozą dystansu do siebie i otaczającego je świata. To ten zabieg sprawia, że płyta ma w sobie tak unikatowy charakter i niepowtarzalną energię.
Nie pozostaje nam na koniec nic innego jak tylko zachęcić do posłuchania debiutanckiego krążka Szklanych Oczu, bo jest to z całą pewnością jedno z najciekawszych wydawnictw, jakie ostatnio wpadły nam w ręce.
(c) Anna i Tomasz Piątkowscy
czwartek, 6 lutego 2020
SubLunar "A Welcome Memory Loss" 2019 - recenzja
Skład: Łukasz Dumara - wokal
Łukasz Wszołek - perkusja
Jacek Książek - bass
Michał Jabłoński - gitara
Marcin Pęczkowski - gitara
Niby nie powinno się oceniać dzieła po okładce, ale ja akurat jestem jednym z tych, którzy zaraz po otrzymaniu płyty w pierwszej kolejności zwracają uwagę na projekt okładki. Szczególnie w dzisiejszych czasach, kiedy nośniki fizyczne nie są już tak bardzo popularne, jak kiedyś, dobra i dopracowana grafika stanowi przysłowiową "kropkę nad i” każdego ambitnego dzieła muzycznego. W przypadku swojego debiutanckiego albumu podkarpacka grupa SubLunar zadbała o wysoką jakość i zaangażowała do projektu okładki polską artystkę mieszkającą w Wielkiej Brytanii Bernadettę Dziubiński, która namalowała specjalnie w tym celu obraz inspirowany ich muzyką.
Na krążku „A Welcome Memory Loss” znajduje się dziewięć kompozycji, z których najdłuższy utwór ma ponad trzynaście minut. Płyta rozpoczyna się co prawda dość mrocznie, kawałkiem „Debris”, ale są to raczej kompozycje nastrojowe, co jest zasługą przede wszystkim wokalu Łukasza Dumara. Jedna z moich ulubionych na tym krążku to uduchowiona i bogata w zmienność nastrojów „Grains of Sand”.
Krążek to w większości rytmiczne i gitarowe progresywne granie, które momentami zahacza o mocniejsze klimaty metalowe. Ciekawym zabiegiem było umieszczenie „The longest minute” pomiędzy „Invisible”, a „Squere one”. Jak sugeruje sam tytuł utworu, trwa on minutę i różni się nastrojem od wspomnianych dwóch kompozycji, a jednocześnie jest doskonałym pomostem łączącym oba kawałki.
Na albumie nie znajdziemy ani klawiszy ani wielkich popisów solowych, co według mnie jest jego zaletą i wszystkie zawarte na nim "muzyczne opowieści" tylko na tym zyskują. SubLunar na pewno nie nudzi - mamy tu zaskakujące zwroty, gitarowe i wokalne, które chwilami są niczym recytowanie wiersza. Mocnym uderzeniem jest ostatni numer „Suspension of Disbelief”. Przyznam szczerze, że po przesłuchaniu całego krążka najbardziej pasowałby mi na początku płyty.
"A Welcome Memory Loss" zaskoczyła mnie zarówno nieprzeciętnością jak i wyrazistością. Znajdziemy na niej rozbudowane utwory bogato malowane dźwiękami gitary, perkusji i wokalu. To album, który zapewni ponad godzinne zapomnienie w rock progresywny na naprawdę dobrym poziomie. Płyty słuchałem z niemałą dozą przyjemności, dlatego polecam ją uwadze w szczególności fanom rocka progresywnego.
(c) Anna i Tomasz Piątkowscy
Subskrybuj:
Posty (Atom)
-
Za kilka dni zakończy się miesiąc, w którym wspominaliśmy naszych bliskich zmarłych. My postanowiliśmy pożegnać listopad wyjątkowym wywi...
-
Zespół KSU koncertował w Londynie na zaproszenie 1664Music - agencji eventowej pod kierownictwem Tomasza Podoleckiego. Tuż przed KSU wyst...












































